Szukając budżetowego laptopa do podstawowych zadań, łatwo ulec pokusie urządzeń wycenianych na ułamek ceny flagowych modeli. Wydaje się, że za kilkaset złotych otrzymujemy w pełni funkcjonalny sprzęt do przeglądania sieci i pracy z dokumentami. Niestety, tanie Chromebooki bardzo często okazują się finansową pułapką, a pozorna oszczędność szybko zamienia się w rozczarowanie. Konstrukcyjne kompromisy, skrajnie wolne podzespoły oraz sztywne limity wsparcia oprogramowania sprawiają, że te budżetowe komputery starzeją się w zastraszającym tempie, stając się bezużyteczne znacznie szybciej, niż moglibyśmy się spodziewać.
Najbardziej widocznym cięciem kosztów w ultra-tanich urządzeniach jest jakość użytych materiałów. Obudowy wykonane z giętkiego, cienkiego plastiku nie zapewniają odpowiedniej sztywności konstrukcji. Najsłabszym ogniwem niemal zawsze okazują się plastikowe zawiasy mocowane do równie delikatnych gniazd wewnątrz obudowy. Podczas codziennego otwierania i zamykania ekranu wywierany jest ogromny nacisk na elementy, które po prostu nie są w stanie go wytrzymać przez dłuższy czas.
Większość ultra-budżetowych urządzeń kończy swój żywot nie z powodu awarii elektroniki, lecz z powodu fizycznego pęknięcia obudowy przy zawiasie.
Kiedy mechanizm ulega uszkodzeniu, naprawa często przekracza wartość całego komputera. Do tego dochodzą matryce o niskiej rozdzielczości i fatalnych kątach widzenia oraz klawiatury o gąbczastym skoku, które zużywają się po kilku miesiącach intensywniejszego pisania.
Kolejną istotną wadą, jaką kryją tanie Chromebooki, jest zastosowanie nośników pamięci typu eMMC zamiast tradycyjnych dysków SSD. Pamięć eMMC to w rzeczywistości rozwiązanie znane z budżetowych smartfonów – charakteryzuje się bardzo niskimi prędkościami zapisu i odczytu danych oraz znacznie mniejszą żywotnością. W połączeniu z minimalną ilością pamięci RAM (często zaledwie 4 GB) sprawia to, że komputer zaczyna drastycznie zwalniać przy otwarciu więcej niż kilku kart w przeglądarce.
Kupując klasyczny komputer, przyzwyczajeni jesteśmy do tego, że będzie on działał tak długo, jak pozwolą na to jego podzespoły. W przypadku systemu ChromeOS sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Google stosuje politykę AUE (Auto Update Expiration), czyli z góry określoną datę, po której dany model przestaje otrzymywać jakiekolwiek aktualizacje systemu oraz łatki bezpieczeństwa.
Dla najtańszych modeli okres ten bywa liczony nie od momentu zakupu w sklepie, ale od premiery płyty głównej użytej w danym urządzeniu. Oznacza to, że kupując tani Chromebook z wyprzedaży, możemy otrzymać sprzęt, któremu zostało zaledwie kilkanaście miesięcy oficjalnego wsparcia. Po tym czasie korzystanie z bankowości internetowej czy logowanie się do wrażliwych usług staje się niebezpieczne.
Zamiast inwestować w sprzęt, który po dwóch latach trafi do kosza, znacznie rozsądniejszym krokiem jest rozejrzenie się za alternatywami. W cenie nowego, ultra-budżetowego laptopa z systemem Google można bez problemu nabyć poleasingowy komputer biznesowy z procesorem Intel Core i5, sprawnym dyskiem SSD oraz solidną, obudowaną magnezem lub aluminium konstrukcją. Taki sprzęt, mimo że używany, posłuży bezproblemowo przez kolejne lata, zapewniając przy tym nieporównywalnie wyższy komfort pracy i pełną funkcjonalność tradycyjnego systemu operacyjnego.
A jakie są Wasze doświadczenia z tanim sprzętem komputerowym? Czy zdarzyło Wam się wpaść w pułapkę taniego laptopa, który szybko odmówił posłuszeństwa? Dajcie znać w komentarzach!









